Wyśmiewano tę młodą dziewczynę z powodu jej znoszonych ubrań… Kierowniczka butiku oblała ją wrzątkiem z kawy, przekonana, że jest bezdomna, tylko dlatego, że odważyła się dotknąć sukni ślubnej… Chwilę później cały butik zamarł, gdy wszyscy odkryli, kim naprawdę była. 😱😱👇
Powietrze w prestiżowym salonie ślubnym Aria Haute Bridal było przesycone zapachem świeżych orchidei, drogiego szampana… i arogancją, którą niemal można było wyczuć.
Pod ogromnymi kryształowymi żyrandolami suknie ślubne warte fortunę lśniły w blasku świateł.
Pośrodku tego luksusowego wnętrza stała Hazel.
Miała na sobie wyblakłą oliwkowozieloną wojskową kurtkę, znoszony T-shirt, a jej miedziane włosy były niedbale związane. Wyglądała, jakby zupełnie nie pasowała do tego pałacu szkła i koronek.
Mimo to jej wzrok był utkwiony w jednej z najpiękniejszych sukni ślubnych w butiku.
Jej dłonie lekko drżały, gdy powoli wyciągnęła palce i delikatnie musnęła jedwab.
CHLUP!
Nagle na jej klatkę piersiową wylała się wrząca kawa.
Espresso przesiąkło przez jej T-shirt, przedostało się przez materiał i spłynęło po skórze.
Naprzeciw niej stała Victoria, bogata kobieta z miejscowych elit. Była nienagannie ubrana w idealnie skrojony szary kostium i nadal trzymała w dłoni pusty papierowy kubek.
Nawet nie mrugnęła.
Na jej twarzy pojawił się lodowaty uśmiech.
— Ta suknia nie jest dla kogoś takiego jak ty — powiedziała z pogardą, a jej głos rozległ się po całym butiku. — Ja ją kupuję.
Hazel stała nieruchomo, podczas gdy gorąca kawa spływała z jej brody na dłonie. Spojrzała na swoje poplamione ubranie. Jej pierś unosiła się i opadała z szoku, lecz z ust nie wydobył się ani jeden dźwięk.
Za ladą Francesca i Sloan, dwie najbardziej cenione sprzedawczynie w butiku, nawet nie ruszyły się, by jej pomóc. Zamiast tego skrzyżowały ręce i uśmiechnęły się z pogardą.
— Tylko na nią popatrzcie — zakpiła Francesca. — Natychmiast wezwijcie ochronę. Przecież nie pozwolimy, żeby taka osoba pobrudziła nasze suknie.
Kilka elegancko ubranych klientek wymieniło między sobą szydercze spojrzenia. Niektóre nawet cicho się zaśmiały, delektując się publicznym upokorzeniem młodej kobiety.
Hazel powoli zamknęła oczy.
Łzy napłynęły jej do oczu.
Ale powstrzymała je.
Nie… Nie zobaczą, jak płaczę.
Powoli wsunęła rękę do kieszeni swojej starej, poplamionej kurtki. Jej palce zacisnęły się na ciężkiej tytanowej karcie.
— Muszę zachować spokój… — wyszeptała.
Następnie wyjęła kartę.
Nie była to karta Gold.
Nie była to również karta Platinum.
Była matowoczarna, ozdobiona złotym herbem, który potrafiła rozpoznać jedynie garstka najpotężniejszych ludzi na świecie.
Był to herb Rady Wykonawczej Aria.
Victoria nie zdążyła nawet wezwać ochrony.
Duże szklane drzwi butiku powoli się otworzyły.
Do środka pewnym krokiem weszła starsza kobieta… i Victoria natychmiast zrozumiała, że właśnie upokorzyła jedyną osobę, której nigdy nie powinna była lekceważyć…
Dalsza część w komentarzach. 👇👇

Miała na sobie długi grafitowoszary kaszmirowy płaszcz, eleganckie okulary przeciwsłoneczne i bezcenny naszyjnik z pereł Morza Południowego.
W jednej chwili…
Cały butik zamarł.
Nawet muzyka zdawała się ucichnąć.
Twarz Franceski zrobiła się śmiertelnie blada.
Jej nogi zaczęły drżeć.
— P… Pani Sterling… — wyjąkała.
Była to miliarderka i założycielka całego imperium Aria — kobieta, której nikt nie odważył się sprzeciwić.
Nie poświęciła jednak pracownikom ani jednego spojrzenia.
Stanowczym krokiem podeszła prosto do Hazel.
Gdy zobaczyła kawę spływającą po jej ubraniu, jej twarz stwardniała.
Z niezwykłą czułością otarła kroplę z policzka Hazel.
— Hazel, kochanie… Co się tutaj wydarzyło?

Victoria odruchowo cofnęła się o krok.
Jej serce biło jak oszalałe.
Jej wzrok nieustannie wędrował między tajemniczą czarną kartą w dłoni Hazel a niewzruszoną twarzą pani Sterling.
Hazel spojrzała na dwie sprzedawczynie, które były już sparaliżowane strachem.
Potem odwróciła się do Victorii.
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Uśmiech tak spokojny, że aż niepokojący.
— Nic takiego, babciu — odpowiedziała całkowicie opanowanym głosem. — Personel po prostu pomagał mi wybrać suknię ślubną…
Zrobiła krótką pauzę, po czym dodała:
— A skoro najwyraźniej mają tyle wolnego czasu… mogą zacząć od ręcznego wyszorowania tej podłogi.